wtorek, 12 marca 2013

Dalsze zmagania z gradientem ;)

Ania  dała mi kopa w tyłek i kazała dalej ćwiczyć gradient, więc oto i on. Nie zwracajcie uwagi na niedociągnięcia przy skórkach itd., bo paznokcie były malowane na szybko w przerwie między farmakologią a językiem angielskim ;P
Do gradientu użyłam gąbki do naczyń oraz lakierów Mariza nr 40 i Mariza Care&Colour nr 57 ;)

Wydaje mi się, że przejście jest już płynniejsze, ale będę jeszcze ćwiczyć ;)

Na koniec taka mała przestroga, nie dajcie się wciągnąć w żaden zakład ;P

Zdjęcie jest prześwietlone, na żywo końcówki dawały nieźle po oczach.

Pozdrawiam serdecznie, elf


środa, 6 marca 2013

TOP 5 za 5!

Dziś taki nietypowy post o moich 5-ciu top produktach za mniej niż 5 zł. Wprowadziłam plan oszczędzania (jest odzwierciedleniem paradoksu oszczędzania z makro, haha), który pozwolił mi przyjrzeć się z bliska tańszym produktom zasługującym na małą wzmiankę. 
Do dzieła!

Numer 5


Zaskakująco dobry dezodorant, który kupiłam za 3,99. Generalnie stosuję bloker z Ziaji, ale wymaga on zaniechania na co najmniej 1-2 dni golenia, co latem było niemożliwe i padło na Isanę. Chroni nie gorzej niż Garnier, czy dezodoranty dostępne w drogeriach za ok. 8-12 zł, a ma przystępną cenę i jest bardzo wydajny. Teraz noszę go ze sobą na siłownię i również tam się sprawdza.

Numer 4



Żele pod prysznic Isana, które nałogowo kupuję w promocyjnej cenie 2,99 (dostępne w każdym Rossmanie). Miałam już większość wersji zapachowych, ale na zdjęcie załapała się akurat ta butelka. Najbardziej przypadała mi wersja Winter Edition i jogurtowa, którą właśnie wczoraj skończyłam. Jak z wydajnością to ciężko mi określić, bo sobie ich nie oszczędzam, wlewam do wanny i wylewam na rękę ile wlezie, ale chyba jednak są dość wydajne, bo mam go na około 3-4 tyg (jeżeli częściej jeżdżę do domu). Zapachy nie są zbyt intensywne, co lubię, a myje jak każdy jeden z każdej półki cenowej :)


Numer 3 





Lakiery Virtual FASHION mania z Biedronki za 3,99 zł. Są zaskakująco hmm .. fajne? Długo szukałam właśnie takiego różu i takiej malinki, co znalazłam właśnie w Biedronce. Fiolet to trochę ekstrawagancja, która pasuje bardziej na jesień/zimę niż na przywołanie wiosny, ale niech będzie :) noszę je 3-4 dni bez uszczerbków, co jest GIGANTYCZNYM zaskoczeniem, bo po jednym dniu KAŻDY lakier mi odpryskiwał. Czas schnięcia bardzo krótki, ale ok 40 minut staram się nie szaleć i uważać na paznokcie. Konsystencja w sam raz, pędzelek też. Więcej TU.

Numer 2



Krem glicerynowy do rąk AVON. Aktualna cena 4,99 i nowa wersja opakowania + zapachu, bardzo kobieca i wiosenna. Mój ulubiony krem od 5 lat, który idealnie nawilża, ma świetną konsystencję i nie postawia tłustej warstwy. Warto spróbować.

Numer 1


Skład: 


Absolutny HIT ostatnich dni, płyn micelarny bebeaty (Tołpa dla Biedronki), za całe 4,49. To jest najlepszy płyn jakikolwiek miałam do demakijażu i oczyszczania twarzy. Daje słowo, że wykupię wszystkie, bo jest porównywalny do Vichy, który przez długi czas stosowałam i z tego co widzę przepłaciłam o całe 35 zł :)

A jak z Wami, stosowałyście któryś z wyżej wymienionych produktów? Może macie swoje hity za niewielkie pieniądze?
Buziaki!




piątek, 1 marca 2013

O byciu konsultantką i nieudane zmagania z cieniowaniem

Pisząc jakiś czas temu o oszczędzaniu wspominałam, że jednym z moich głównych źródeł "kieszonkowego" jest bycie konsultantką Marizy. Dziewczyny prowadzące bloga nawiązują współpracę z niektórymi konsultantkami, więc firma zaczyna być bardziej rozpoznawalna. Kosmetyki są tanie i dobre, oczywiście jak wszędzie znajdują się buble, np. tusz 3D, który absolutnie nie robi nic z rzęsami.
Zastanawiałyście się kiedyś jak to jest być konsultantką i jakie korzyści z tego wynikają? Jeśli tak to zapraszam serdecznie do lektury.
Swoją przygodę z Marizą rozpoczęłam 28 sierpnia, 9 września złożyłam swoje pierwsze zamówienie. To nie była przemyślana decyzja, wakacje, bezsenność, te sprawy i kliknęłam "zarejestruj się" ;) Nie żałuję swojej decyzji, bo czy ktokolwiek nie lubi mieć co najmniej 100 zł miesięcznie w portfelu bez żadnego wysiłku?
Czy rejestracja jest płatna?
Przy rejestracji nie ponosimy żadnych kosztów. Już chwilę po dołączeniu do grona konsultantek możesz zamówić darmowy katalog, który dojdzie do Ciebie mniej więcej po upływie tygodnia. Jeśli zarejestrowałaś się pod sponsora to możesz go poprosić o darmowy katalog, prawdopodobnie  od niego przyjdzie szybciej ;)

Kilka wstępnych informacji

  • Dołączenie do konsultantek wcale nie obliguje Cię do złożenia zamówienia. Jeśli się rozmyślisz czy też nie podoba Ci się aktualna oferta, nie musisz niczego zamawiać. 
  • Jeśli jednak nie złożysz zamówienia z 3 kolejnych katalogów, zostaniesz skreślona z listy konsultantów.
  •  Produkty możesz zamawiać do własnego użytku albo sprzedawać.
  •  Procent od sprzedaży kosmetyków jest stały, więc jeśli w jednym miesiącu pójdzie Ci gorzej, nie oznacza to, że tak jak w Avonie będziesz musiała zaczynać od początku. 

Czy da się na tym zarobić?
Zaczynając nie sprawisz, że od razu stanie się to Twoim źródłem utrzymania, chociaż kto wie, jeśli jesteś zdeterminowana do tworzenia dużej grupy to wszystko przed Tobą ;) Ja jestem studentką, więc każdy grosz, który wpadnie się liczy. Średnio miesięcznie dostaję ok. 100 zł. Przy większym utargu możesz dodatkowo uzyskać do 17% od ceny netto z zamówionych produktów w danym miesiącu. Mi udało się uzyskać 3 razy 5%. Nie były to duże zyski, ale kilka złotych na nowy kosmetyk zawsze się przyda ;P Tworząc grupę masz oczywiście z niej zyski.
TUTAJ znajduje się plan marketingowy, gdzie wszystko jest dokładnie opisane ;)

Jakie są minusy?

  • Dopiero przy zamówieniu za 200 zł przesyłka jest darmowa. Od kwoty 100 zł trzeba za nią zapłacić 8 zł. Łatwo jest uzbierać zamówienie z cen katalogowych na 200 zł, ale sam fakt...
  • Mariza ciągle się rozwija, więc nie wszyscy są tak chętni do zamawiania, ale zobaczycie, że to kwestia czasu. Dobrym pomysłem jest dawanie klientkom próbek.
  • Nowy katalog wychodzi co 2 miesiące, co moim zdaniem jest nieco za rzadko.

LINK DO NOWEGO KATALOGU
LINK DO REJESTRACJI

Co sądzicie o Marizie? Myślałyście o tym, żeby się do niej zapisać? W razie jakichkolwiek pytań piszcie komentarze albo maile ;)

Teraz druga część nagłówka, próba zrobienia cieniowania. Mówiłam Ci Ania, że nie umiem ;p Wkurza mnie to, że nie mogę zrobić ładnego przejścia, chyba za dużo pacam gąbką i się robi takie zło ^^ potrzebuję rady, bo u innych wygląda to dużo lepiej...
wybaczcie za jakość, robione wieczorem i telefonem ;)



czwartek, 21 lutego 2013

Joanna i seria Argan Oil

Na wstępie - zmiany wizualne z okazji półrocza bloga. Mistrzynie informatyki z nas żadne, więc zmiany raczej skromne, ale z pewnością odczuwalne dla oka.

Przechodząc do tematu typowo kosmetycznego dziś kilka słów o dwóch produktach Joanny z nowej serii ARGAN OIL, które mam przyjemność stosować od ponad tygodnia i które już od pierwszych chwil spisują się świetnie, a że kosztuję niewiele postanowiłam jak najszybciej się z Wami podzielić tym odkryciem. Mianowicie są to: 
- odżywka z olejkiem arganowym (włosy suche, zniszczone, potrzebujące wyjątkowej pielęgnacji)

- odżywka dwufazowa z olejkiem arganowym.



Odżywka z olejkiem arganowym ma bajeczny zapach, pozostawia włosy niesamowicie miękkie i błyszczące, a do tego wystarczy nałożyć ją na kila minut, by poczuć jak działa. Do tego dochodzi cena (5,50 zł!) i niezły skład (poniżej). Ja mówię jej TAK, bo spełnia większość swoich zadań, natomiast do regeneracji mam inne produkty. Muszę przyznać, że niewiele razy miałam do czynienia z takim fajnym, niechemicznym zapachem.









Odżywka dwufazowa z olejkiem arganowym to super produkt ułatwiający rozczesywanie włosów o równie przyjemnym zapachu. Znów na plus jest cena (5 zł), działanie i fakt, że nie obciąża włosów. Bardzo lubię kosmetyki, które sprawiają, że w momencie gdy nie suszę włosów, nie mam matowych napuszonych fal tylko błyszczące, odżywione i ładnie układające się włosy.






Co więcej od tygodnia włosy układają się dzięki tym kosmetykom na tyle dobrze, że mogłam powiedzieć całkowite bye prostownicy (wcześniej MUSIAŁAM wyprostować odrastającą grzywkę, żeby pokazać się ludziom). Choć duża w tym zasługa TANGLE TEEZER, w której dopiero po miesiącu odkryłam prawdziwą włosową przyjaciółkę, a po dwóch miesiącach jestem nią zachwycona.

 buziaki, kittycat

niedziela, 17 lutego 2013

O PUM-ie ciąg dalszy ;)

Wybaczcie za to, że posty pojawiają się tak rzadko, postaramy się poprawić ;)
Dostałam kilka próśb, by kontynuować post o uczelni na której jestem, czyli PUM-ie. Niektórzy cieszą się jeszcze feriami po sesji, a ja już niestety jutro zacznę drugi tydzień nowego semestru...
W drugim semestrze przedmioty uległy zmianie, została tylko kosmetologia pielęgnacyjna i chemia kosmetyczna.
Zrzut na plan:


Przy okazji możecie zobaczyć jak organizuję sobie plan, by się w nim połapać ;) Na różowo są zaznaczone przedmioty, które będę miała po jakimś czasie, a na żółto to, co zaczęło mi się już teraz. Zwróćcie jednak uwagę na to, że angielski i wf trwają dłużej, bo aż do końca maja. Polecam albo rozpisać sobie plan, czy też zrobić tak jak ja, bo łatwo się pogubić. Nie mamy tak jak inne uczelnie stałego planu.

Jak się czuję po sesji? Jak ją przetrwać?
Kosmetologia miała 4 egzaminy: z genetyki, biologi, fizjologii oraz z estetyki. Trochę niesprawiedliwe, bo fizjoterapia i ratownictwo med. tylko po jednym... Najgorsze było  ułożenie ich dzień po dniu, więc był to męczący czas, po mieszkaniu chodziłam jak zombie w czasie sesji ;P
Z genetyką poszło najłatwiej, sporo osób było zwolnionych, wystarczyło mieć średnią 4,5 z obu kolokwiów. Niektóre pytania powtarzały się właśnie z nich. 
Biologia była postrachem wielu dziewczyn, miały z nią problemy, ale chodziło tu głównie o kolokwia, gdzie odpowiedzi na pytania były wielokrotnego wyboru... Najbardziej nas  przerażała, a wyniki z egzaminów naprawdę były bardzo dobre, nie zdały tylko 4 osoby. Jak widać to, że egzamin był jednokrotnego wyboru, bardzo ułatwiło sprawę ;)
 Fizjologia nie była najłatwiejsza. Tutaj na egzaminie również był test, a odpowiedzi pozornie jednokrotnego wyboru ;P Fizjologii nie zdało trochę więcej dziewczyn, blisko 10. Podobno poprawki nie są trudne ;)
Estetykę zdały wszystkie dziewczyny. Od siebie dodam, że warto porobić sobie znajomości ze starszymi rocznikami.
Nie dajmy się zwariować z sesją, wszystko da się zdać bez większych problemów, wystarczy mieć dobre notatki i pouczyć się trochę przed. Ważna jest też współpraca rocznika, bo wiadomo, że niektórzy mają jakieś przykładowe pytania, testy, notatki.

Co z tą chemią?
Przed pójściem na uczelnię też się bałam najbardziej chemii i właśnie jak dziewczyny się pytają o wrażenia, ciągle pada pytanie o chemię. Nie wiem jeszcze jak będzie z egzaminem z chemii kosmetycznej, ale póki co wszystkie dziewczyny zdają wejściówki i sprawozdania. Jeśli ktoś nie zaliczy  wejściówki, profesorowie nie robią problemów i można łatwo poprawić. Ujmę to tak, ja nie jestem geniuszem z tego przedmiotu, prawie go nie rozumiem, a nie musiałam poprawiać póki co niczego.
Jeśli chodzi o ćwiczenia z chemii kosmetycznej, to są o niebo ciekawsze niż z chemii ogólnej. Robiliśmy toniki, soli do kąpieli, ałun, zasypki, depilator(naprawdę bardzo dobrze działa!). Wiem, że przed nami robienie mydła, jakiś kremów i balsamów.

Kilka słów o kosmetologii pielęgnacyjnej...
Nie ukrywam, że ćwiczeń mogłoby być więcej, ale naprawdę nie jest źle, wystarczy by się czegoś nauczyć, potem trzeba tylko maltretować rodzinę i koleżanki ;D W drugim semestrze będziemy miały kontynuację masażu oraz manicure i pedicure. Z niecierpliwością czekam na te zajęcia ;)

Nie chcę się za bardzo rozpisywać, bo wtedy nikt tego nie przeczyta do końca ;p Jeśli macie jakieś pytania i sugestie-śmiało piszcie, wtedy opublikuję następną część ;)

poniedziałek, 11 lutego 2013

w telegraficznym skrócie!

Witam wszystkich kochanych Czytelników i przepraszam za tak długą przerwę :) 
Korzystałam z pierwszego 'posesyjnego' tygodnia ferii, a mam ich przed sobą jeszcze dwa, zatem posty będą się pojawiać regularnie - O B I E C U J Ę!
Tymczasem mam dla Was dwa mixy zdjęć, dzięki którym w skrócie powiem Wam co planuje w najbliższym czasie, jak spędziłam ostatni tydzień i jakie mam sposoby na relaks.


1.Widok  na piękne polskie góry :) (Bukowina Tatrz.)
2. Pola Szymoszkowa - tutaj szusowaliśmy na nartach i desce. 
Z czystym sumieniem mogę polecić dla początkujących (mniej więcej 10 minut od Krupówek, na nogach ok 20 minut; sprzęt można wypożyczać na miejscu :) )
3. Kolejny piękny widok z okna pensjonatu.
4 i 5. Zdjęcie z Osiołkiem (?). To chyba jedyne moje zdjęcie ze śniegiem i choinką tej zimy :P
6. Mordeczki :) 
7. Śnieg, śnieg, śnieg! W zachodniopomorskim nie widzieliśmy takiego białego puchu do pasa od baaaardzo dawna, stąd niepohamowana radość!
8. Karczma ''Stek Chałupa'' w samym sercu Krupówek. Jedzenie było przepyszne, klimat niesamowity, a i ceny całkiem pozytywnie nas zaskoczyły :)

Poniżej inny miks :)


1. Niesamowicie pyszne czekolady Milka, a w dodatku w promocji za 2,44 zł (Lidl). Mmm..
2. Zeszyty na nowy semestr (również LIDL). Jak na nie patrzę, to aż chce mi się iść na uczelnie (oczywiście za minimum 2 tygodnie). Tym bardziej, że w bardzo realnych planach (o których na 100% będę wiedziała jutro) mam rozpoczęcie drugiego kierunku, a także udział w kursie Wizażu.
3. Książki, ach tu akurat wyłowione z działu nowości Biblioteki Miejskiej, a w księgarni czekają na odbiór kolejne pozycje.
4. Gazetki i to cała sterta, na odmóżdżenie po sesji.

Za 2 tygodnie na moich włosach zagości Loreal Ombre Wild, dlatego teraz jestem w trakcie intensywnej kuracji nawilżającej włosy, o której efektach poinformuję Was wkrótce.

Ściskam serdecznie!
kittycat

piątek, 1 lutego 2013

Kilka słów o kozieradce. Sesja, sesja i po sesji.

W końcu wracam do świata żywych, przez ostatnie półtorej tygodnia zakopana byłam po uszy w notatkach, prezentacjach, książkach... Z łóżka wychodziłam tylko po coś do jedzenia i po kubek skrzypokrzywy ;p Od dzisiaj mam ferie, lazania robi się w piekarniku, żyć nie umierać ;) Jak na razie dwa egzaminy mam zaliczone, na wyniki z fizjologii i biologii czekam, więc trzymajcie kciuki. Jak Wam idzie sesja czy też przygotowania do matury?
Jakiś czas temu wspominałam o wcieraniu kozieradki w skalp. Pomysł zaczerpnęłam oczywiście z bloga Anwen KLIK. Co ciekawe już w starożytnych Indiach kobiety ją stosowały na wzmocnienie cebulek włosów(taak, egzamin z estetyki ;p).
Od przeszło pół roku nie mogłam poradzić sobie z wypadającymi włosami, po kąpieli wyciągałam całą garść, dobrze że włosy mam falowane, to ubywającej ilości nie było aż tak widać. Kozieradka stała się lekiem na całe zło, wcierałam ją prawie systematycznie(oprócz jednego weekendu, bo zapomniałam wziąć opakowania do domu;)). Pierwsze efekty pojawiły się po ok. półtorej tygodnia, wyciągałam o wiele mniej włosów.  Aktualnie minął prawie miesiąc, jest dużo lepiej, ale mam zamiar dalej ją wcierać, aż osiągnę pożądany efekt.

Jeśli chodzi o zapach...
Kozieradka śmierdzi, nie ma co ukrywać. Zapach niestety utrzymuje się na włosach, więc nakładam ją 2-3 godziny przed myciem głowy. Jeśli niestraszny wam zapach to możecie ją aplikować po umyciu włosów, fajnie odbija je od głowy, daje lekki efekt push up ;p
Łyżkę kozieradki zalewam wrzącą wodą, tak jak na zdjęciu:
Wybaczcie za bałagan w tle ;p
Druga szklanka to łyżeczka kozieradki zalana odrobiną wody, próbowałam ją na trądzik, u mnie się nie sprawdza, podrażnia moją atopową cerę.
Dobra rada, jeśli macie możliwość, przelejcie wywar do buteleczki z atomizerem, to chyba będzie najwygodniejszy sposób aplikacji. Ja maczam palce w szklance, ale nie polecam ;) Nasza wcierka powinna być przechowywana w lodówce, nie dłużej niż tydzień.

Próbowałyście kozieradki? 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...